Prawo pracy

Dobre prawo. Jazda w dół. Studium przypadku neutralnych płciowo ogłoszeń o pracę (cz.1)

W Wigilię Świąt Bożego Narodzenia AD 2025 weszła w życie kolejna nowelizacja kodeksu pracy (KP). Tego typu zdarzeń legislacyjnych jest bez liku. Przeważnie koncentrują uwagę prawników, specjalistów, ewentualnie bezpośrednio zainteresowanych grup społecznych. W tym jednak przypadku wejście w życie noweli poprzedziła żywa dyskusja. Wypowiedzi minister (-stry?) rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszki Dziemianowicz- Bąk firmującej i afirmującej ten produkt legislacyjny (chociaż sam projekt ustawy był projektem poselskim, nie rządowym) wywołały lawinę komentarzy. Dlaczego? Co tak poruszyło obywateli?

Otóż częścią tej nowelizacji było wprowadzenie obowiązku zachowywania neutralności płciowej w ogłoszeniach o pracę. Żeby wiedzieć o czym mowa, dla porządku przywołajmy in extenso ten fragment ustawy:

Art.18ca

[…]

§ 3. Pracodawca zapewnia, aby ogłoszenia o naborze na stanowisko oraz nazwy stanowisk były neutralne pod względem płci, a proces rekrutacyjny przebiegał w sposób niedyskryminujący.

Mamy zatem do czynienia z nowym nakazem ustawowym.

Wspomniane wyżej wzmożenie medialno-soszialmediowe, w którym dominowały kpiny i nieodłączne memy nadały problemowi wymiar żartobliwy, godny sezonu ogórkowego, czy mówiąc precyzyjniej- karpiowego. Czy tak jest w istocie? Czy to rzeczywiście kwestia mało istotna, legislacyjny ozdobnik obyczajowy?

Otóż nie. Rzecz jest bardzo poważna. Jest namacalnym, niestety smutnym przykładem w jakim stanie znajduje się obecnie proces stanowienia prawa, jak oderwana od społeczeństwa i jego kodów kulturowych stała się aksjologia prawa (czyli zespół uzasadnień, źródeł, przyczyn które skłaniają ustawodawcę, zwanego „racjonalnym” do ustanowienia konkretnej normy prawnej wprowadzającej nakaz lub zakaz). Polskiego prawa.

W niniejszym artykule  postaram się to zwięźle wykazać.

Poziom pierwszy: językowy

Aspekt językowy jest bezpośrednią przyczyną szerokiego zainteresowania społecznego, albowiem to właśnie język stanowi jeden z najistotniejszych elementów kodu kulturowego danego narodu, jest jego zwornikiem. Jak mówi przysłowie „najbliższa ciału koszula”. Tym „ciałem” są tu obywatele en masse a koszulą- język, jakim posługują się na co dzień.

Zatem gdy rzecz dotyka zakorzenionych przyzwyczajeń językowo-znaczeniowych, ugruntowanych tradycją, popartych praktyką, obudowanych regułami gramatycznymi, trudno żeby nie wywołało to rezonansu społecznego. Rzeczona nowelizacja dotyka właśnie języka. Mówiąc wprost i dosadniej: ona atakuje język. Język polski.

Ten atak legislacyjny wiąże się tu z dołożeniem kolejnej cegiełki do oszałamiającej kariery, żeby nie powiedzieć intronizacji  słowa „osoba”. Już nie będzie można szukać stolarza, tylko osoby do wykonywania prac stolarskich. Nie kosmetyczki, tylko osoby do wykonywania prac kosmetycznych. Nie kominiarza, budowlańca, opiekunki itd. Jest przecież „osoba”.

Dlaczego „osoba”? Ano, dyskryminacja. A dokładniej uchronienie potencjalnych kandydatów do pracy od dyskryminacji i poczucia dyskomfortu na polu płci. Wspomniana minister (-ra) z życzliwym uśmiechem i cierpliwością, z jaką traktuje się nieoświeconych i nierozumiejących poddanych tłumaczy, że przecież język polski jest tak bogaty i piękny. I właśnie to bogactwo umożliwi takie określenie stanowiska pracy, że nikt nie poczuje się dotknięty. Dlaczego tę życzliwą i sympatyczną ochronę wrażliwości osób… (no nie wiem jakich, proszę wpisać właściwe określenie) nazywam atakiem na język polski?

Po pierwsze dlatego, że jest to gwałt na intuicji i tradycji językowej Polaków. Ten proces idzie szeroką falą od wielu lat. Omawiana tu „osoba” jest tylko jedną (za to wybitną) egzemplifikacją różnego rodzaju neologizmów językowych, które są suflowane, sugerowane, narzucane przez zjednoczony kombinat medialny. Początkowo feminatywy, te wszystkie „ministry, „psycholożki”, „teatrolożki”, a następnie neutratywy (nie wiem czy tak się to nazywa, jakby co to ja proponuję) „osoby niebinarne”, osoby stolarskie, osoby takie śmakie, owakie.

Po drugie, może coś przegapiłem, ale nie zauważyłem jakiegokolwiek znaczącego zamanifestowania frustracji osób dotkniętych rzekomą dyskryminacją. Przypomnę, że w przypadkach znanych z historii, ruchu sufrażystek walczących o prawa polityczne i cywilne kobiet, czy ruchu abolicyjnego walczącego o równouprawnienie i prawa polityczne i społeczne w USA były to ruchy masowe, których potrzeby „biły po oczach” i których nie sposób było nie zauważyć i nie usłyszeć. Tu mamy tajemniczych „zagrożonych dyskryminacją” kandydatów do pracy.

Po trzecie, w omawianym przypadku mamy do czynienia z istotnym przeskokiem jakościowym. Dotychczasowe działania, nazwijmy je softpowerowe, „edukacyjne” odbywały się na polu  medialnym. Teraz przeniesiono je na poziom legislacyjny, zadekretowano. To bardzo niebezpieczny precedens. Przysłowiowe włożenie nogi między drzwi. Za kilka lat, kiedy powszechna amnezja pochłonie w odmęty zapomnienia dzisiejsze wzburzenie, a praktyka stosowania wprowadzanych przepisów się ugruntuje, będą wprowadzane następne, dalej idące zmiany. I to z powołaniem na „tradycję”, „akceptację społeczną” dotychczasowych przepisów. Zadziała sprzężenie zwrotne. Obecnie wprowadzone przepisy będą uzasadniały następne.

Po czwarte wreszcie, jest to iście niedźwiedzia przysługa  dla instytucji, która będzie obowiązana pilnować przestrzegania tych przepisów, czyli PIP. Dla jej prestiżu i autorytetu. Ta niedoceniana, niedowartościowana instytucja ma bowiem ogrom rzeczywistych problemów do kontroli i egzekwowania. Dorzucenie jej kontroli neutralności płciowej ogłoszeń o pracę jest po prostu jej ośmieszeniem. (ciąg dalszy następi )

Adw. Maciej Kacprzak

Więcej o mnie na stronie prowadzonej Kancelarii: www.kacprzak.pl